piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 1 - Ron i Harry

Hermiona przebrana w szkolne szaty siedziała w pustym przedziale. Płakała, a wokół niej można było zobaczyć przygnębiającą aurę. Za szybą zaczął padać deszcz.
"Mamusia zawsze mówiła, że jak pada, to Aniołki płaczą", myślała brązowowłosa dziewczynka. "Mam nadzieję, że rodzice nie będą tęsknić. I że będą się dobrze bawić".
 Mimo, że z jej oczu kapały łzy uśmiechnęła się. Na myśl o zabawie przypomniały jej się wakacje, kiedy razem z Benem bawiła się w ogródku, a on śpiewał jej wesołą pioseneczkę. Ona śmiała się, a on bujał ją na huśtawce. Teraz Ben miał 13 lat, a ona 12. Ach, Ben... jej humor od razu się polepszył na myśl o koledze z dzieciństwa.
Hermiona wyszła z przedziału. Chciała się rozejrzeć, może pozna nowych przyjaciół? Otarła łzy, doprowadziła się do porządku i ruszyła korytarzem.
Zwabiona hałasami, weszła do jednego z przedziałów.
- Co się tu dzieje? 
- Gdzie ona jest? Przecież minutę temu tu była! Teodora?! – krzyknął pyzaty chłopiec.
- Neville szuka swojej ropuchy, Teodory – odpowiedziała Hermionie jakaś blondynka. Była bardzo ładna, jednak jej oczy były zbyt rozmarzone, a ona sama miała kolczyki w kształcie rzodkiewek i naszyjnik z jakiś kapsli.
- Och, pomogę wam szukać. Jestem Hermiona Granger – przedstawiła się brunetka.
- Ja jestem Luna Lovegood, a to Neville Longbottom.
- Świetnie. Może Neville zacznie pytać się o Teodorę uczniów z przedziałów z przodu, ja z przedziałów ze środka, a Luna z tyłu? Spotkamy się tutaj, co wy na to?
- Jasne, dziękujemy, Hermiono – uśmiechnęła się promiennie Luna i wyszła z przedziału, chwytając Neville’a pod ramię i uspokajając go.
Brunetka rozpoczęła poszukiwania Teodory – pytała uczniów o ropuchę. Wchodziła pytała o ropuchę wielu uczniów, ale nikt jej nie widział. W końcu zetknęła się z Nevillem, więc postanowili szukać razem. Weszli więc do następnego przedziału, gdzie siedzieli jakiś rudzielec i brunet w okrągłych okularach.
- Czy ktoś nie widział ropuchy? Neville zgubił swoją – zapytała Hermiona, zmartwiona całą sytuacją z Teodorą.
- Już mu mówiliśmy, że nie było tu żadnej ropuchy – powiedział opryskliwie rudzielec. Od razu uznała, że jego nie będzie lubiła – wydawał się taki… dziwny. Nagle zauważyła, że trzymał podniesioną różdżkę. – Och, robisz czary? No to popatrzmy – uśmiechnęła się trochę drwiąco.
- No dobra. – odpowiedział, a dziewczyna w końcu miała okazję przyjrzeć się chłopakom. Rudowłosy miał brązowe oczy i mnóstwo piegów. Sprawiał wrażenie zaskoczonego.
- Słoneczko, masełko, stokrotki żółciutkie
Cyraneczko, żądełko, pieniążki złociutkie,
Zmieńcie szczura tego, głupiego, tłustego,
W szczura mądrego i całkiem żółtego!
Machnął byle jak różdżką, a Hermiona uśmiechnęła się z politowaniem; czarnowłosy okularnik wydawał się zaskoczony zaklęciem. Najwidoczniej nigdy nie słyszał o prawdziwej magii.
- Jesteś pewny, że to prawdziwe zaklęcie? No, nawet jeśli tak, to chyba nie najlepsze, prawda? Próbowałam kilku prostych zaklęć, tak dla wprawy i wszystkie podziałały. W mojej rodzinie nikt nie jest magiczny, więc byłam kompletnie zaskoczona, jak dostałam list – wyznała dziewczyna, a żeby postraszyć chłopców, dodała: - Oczywiście nauczyłam się wszystkich podręczników na pamięć, mam nadzieję, że wystarczy. Acha, jestem Hermiona Granger, a wy? – zapytała szybko, bo pomimo swojej złośliwości nie zapomniała o kulturalnym zachowaniu. Ale mogła zapomnieć w kolejnej chwili, gdy zobaczyła miny czarodziei.
- Ron Weasley – powiedział cicho rudzielec.
- Harry Potter – wymamrotał brunet.
- Naprawdę? Harry Potter? Czytałam o tobie, nawet całkiem sporo. Jesteś w wielu książkach, wiesz? Przeczytałam około siedem, które o tobie wspominały.
- Jestem w książkach? – zapytał skołowany Potter.
- Nie wiedziałeś? – Hermiona zmarszczyła brwi z niedowierzaniem. – Och, nieważne. Wiecie, w którym będziecie domu? Ja mam nadzieję, że przydzielą mnie do Ravenclawu. Rowena Ravenclaw to najinteligentniejsza czarownica wszechczasów! W sumie Gryffindor nie jest taki zły. Słyszałam, że był w nim sam Dumbledore! – trajkotała dziewczyna. – Chyba musicie się przebrać, bo zaraz będziemy na miejscu. – wyszła z chłopcem, który zgubił ropuchę i wzruszyła bezradnie ramionami do Nevilla. Trudno, musi poszukać sam; ona zamierzała się pouczyć i poczytać coś o Tiarze Przydziału. W końcu musi być przygotowana.     
Hermiona wróciła więc z mętlikiem w głowie do przedziału, a raczej miała taki zamiar – weszła do nie tego przedziału. Zamiast pustych miejsc zobaczyła siedzących, wyniosłych rówieśników.
- Kim jesteś? – zapytała dziewczyna o twarzy mopsa.
- Hermiona Granger. A wy?
- Pansy Parkinson, to Draco Malfoy, tamten to Blaise Zabini – Parkinson wskazała na ciemnoskórego, przystojnego chłopaka. – A tam siedzi Teodor Nott.
- A więc nadęci arystokraci? – pomyślała, ale gdy dotarła do niej oburzona mina mopsicy zrozumiała, że wypowiedziała tę niezbyt pochlebną myśl na głos.
--
Tak. Zapraszam do komentowania. Następny rozdział pojawi się za dwa tygodnie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz