niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 2 - Niespokojne stalowe oczy

No i w końcu, po wielu trudach, JEST! Zapraszam do czytania.
Rozdział dedykuję Marceli, z którą się pogodziłam i która jest kochaną przyjaciółką oraz Paulinie, która zawsze poprawi mi humor i doradzi.


- Uważaj na słowa - syknęła Pansy Parkinson, mrużąc oczy.
- Zostaw ją, Pansy - warknął blondyn, Draco Malfoy. Hermiona zdziwiła się, przecież powinni ją zakląć! - Jaką masz krew, Granger? Czarownicą czystej krwi to raczej nie jesteś - zakpił, a reszta zaśmiała się paskudnie.
- Jestem mugolaczką - powiedziała Hermiona, czując przypływ dumy ze swojego pochodzenia. Nie chciała być taką okropną, chłodną arystokratką.
- Och, szlama? - zapiszczała Parkinson, śmiejąc się.
- Więc wyjdź, zanim się ubrudzimy szlamem - warknął Malfoy, uśmiechając się drwiąco. Uśmiech ten nie objął jednak jego stalowych oczu. Widziała w nich ciekawość, a także... niepokój?
Hermiona bez słowa wyszła, pożegnana śmiechami i wyzwiskami. Czuła łzy zbierające się w kącikach jej oczu; kretynka z tej Parkinson! Szlama, czy nie, co to za różnica, do cholery jasnej?!
Zdziwiło ją tylko zachowanie Dracona Malfoya. Co prawda, był niemiły, ba – kpił z niej! Jednak, mimo wszystko jego wzrok, tak niespokojny, zostanie w jej pamięci na długo. Nie jako miłe wspomnienie, to chyba wiadome, w końcu Malfoy to nadęty, tleniony arystokrata.
Hermiona westchnęła zrezygnowana, ocierając łzy i próbując się uspokoić pomiędzy kolejnymi spazmami. Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła płakać. Po krótkiej chwili, poprzedzonej wycieraniem nosa i oczu, doprowadzenia włosów do porządku postanowiła iść do swojego przedziału. Kosztowało ją to wiele wysiłku.
Po drodze spotkała wysokiego chłopaka, przylizanego blondyna; już się bała, że to Malfoy ją śledzi, jednak Malfoy nie był tak…pociągający. No dobra, był, ale mniej niż ten chłopak – pomyślała Hermiona. Zarumieniła się lekko na wspomnienie tych zmartwionych, szmaragdowych oczu i głosu pełnym troski, pytającym dlaczego płakała i jak się czuje.
- Jestem – oznajmiła ponuro Hermiona, wchodząc do przedziału i rzucając się na siedzenie.
- Ominął cię wózek ze słodyczami – powiedziała pogodnie Luna Lovegood, uśmiechając się delikatnie.
- Hm, no jasne. Nie szkodzi. I co z Teodorą? – Hermiona skrzywiła się. To chyba miał być uśmiech.
- Nic, Neville nadal nie może jej odnaleźć. Szkoda. Chcesz czekoladową żabę?
- Nie, dziękuję. Ale raczej nie proponuj tego Neville'owi.
- Hm, no tak – zaśmiała się perliście Luna. Och, jak Hermiona ją podziwała za pogodę ducha.

- Zaraz będziemy w Hogwarcie. Pójdę powiedzieć to chłopakom – oznajmiła Hermiona po chwili, mając dość niezręcznej ciszy, w której panna Lovegood czytała jakieś mugolskie pisemko dla nastolatek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz