Rozdział dedykuję Marceli, z którą się pogodziłam i która jest kochaną przyjaciółką oraz Paulinie, która zawsze poprawi mi humor i doradzi.
- Uważaj na słowa - syknęła Pansy
Parkinson, mrużąc oczy.
- Zostaw ją, Pansy - warknął blondyn,
Draco Malfoy. Hermiona zdziwiła się, przecież powinni ją zakląć! - Jaką masz
krew, Granger? Czarownicą czystej krwi to raczej nie jesteś - zakpił, a reszta
zaśmiała się paskudnie.
- Jestem mugolaczką - powiedziała
Hermiona, czując przypływ dumy ze swojego pochodzenia. Nie chciała być taką
okropną, chłodną arystokratką.
- Och, szlama? - zapiszczała Parkinson,
śmiejąc się.
- Więc wyjdź, zanim się ubrudzimy szlamem
- warknął Malfoy, uśmiechając się drwiąco. Uśmiech ten nie objął jednak jego
stalowych oczu. Widziała w nich ciekawość, a także... niepokój?
Hermiona bez słowa wyszła, pożegnana
śmiechami i wyzwiskami. Czuła łzy zbierające się w kącikach jej oczu; kretynka
z tej Parkinson! Szlama, czy nie, co to za różnica, do cholery jasnej?!
Zdziwiło ją tylko zachowanie Dracona
Malfoya. Co prawda, był niemiły, ba – kpił z niej! Jednak, mimo wszystko jego
wzrok, tak niespokojny, zostanie w jej pamięci na długo. Nie jako miłe
wspomnienie, to chyba wiadome, w końcu Malfoy to nadęty, tleniony arystokrata.
Hermiona westchnęła zrezygnowana,
ocierając łzy i próbując się uspokoić pomiędzy kolejnymi spazmami. Nawet nie
zauważyła, kiedy zaczęła płakać. Po krótkiej chwili, poprzedzonej wycieraniem
nosa i oczu, doprowadzenia włosów do porządku postanowiła iść do swojego
przedziału. Kosztowało ją to wiele wysiłku.
Po drodze spotkała wysokiego chłopaka,
przylizanego blondyna; już się bała, że to Malfoy ją śledzi, jednak Malfoy nie
był tak…pociągający. No dobra, był, ale mniej niż ten chłopak – pomyślała
Hermiona. Zarumieniła się lekko na wspomnienie tych zmartwionych, szmaragdowych
oczu i głosu pełnym troski, pytającym dlaczego płakała i jak się czuje.
- Jestem – oznajmiła ponuro Hermiona,
wchodząc do przedziału i rzucając się na siedzenie.
- Ominął cię wózek ze słodyczami –
powiedziała pogodnie Luna Lovegood, uśmiechając się delikatnie.
- Hm, no jasne. Nie szkodzi. I co z
Teodorą? – Hermiona skrzywiła się. To chyba miał być uśmiech.
- Nic, Neville nadal nie może jej odnaleźć.
Szkoda. Chcesz czekoladową żabę?
- Nie, dziękuję. Ale raczej nie proponuj
tego Neville'owi.
- Hm, no tak – zaśmiała się perliście
Luna. Och, jak Hermiona ją podziwała za pogodę ducha.
- Zaraz będziemy w Hogwarcie. Pójdę
powiedzieć to chłopakom – oznajmiła Hermiona po chwili, mając dość niezręcznej
ciszy, w której panna Lovegood czytała jakieś mugolskie pisemko dla nastolatek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz